Mój syn ze specjalnymi potrzebami: Więź poprzez przygodę

Autorstwa: Ashley Baggerly

Matka niosąca swoje dziecko w pozycji leżącej na plecach podczas eksploracji przyrody.

Natknęliśmy się na wspaniałą historię mamy o imieniu Ashley, która znalazła świetny sposób na nawiązanie więzi ze swoim synem, zabierając go na wędrówki i wykorzystując nosidełka, aby spełnić swoje marzenia. Historia jej rodziny zainspirowała nas tak bardzo, że chcieliśmy podzielić się nią z naszymi fanami. Tula Love społecznością Tula Love. Oto jej historia oryginalnie udostępniona przez Adventure Mamas Initiative.


Uśmiecham się w chwili, gdy stąpam po ziemi. To radosne uczucie, gdy stawiam stopy na szlaku, który desperacko chciałem przemierzyć, odkąd skończyłem 12 lat. Znaczniki szlaku Pacific Crest Trail przywołują wspomnienia i marzenia o dniach beztroskiej, spontanicznej przygody. Mój syn potrząsa rękami, krzycząc "Szczęśliwego dnia! Happy Day!" Rzeczywiście, każdy dzień spędzony w ten sposób to szczęśliwy dzień. Doświadczenie jednodniowej wędrówki szlakiem Pacific Crest Trail jest mi bardzo bliskie. Reprezentuje ono spełnianie moich marzeń, bycie zdrowym i pokonywanie jednego z moich największych wyzwań.

Nie jestem super mamą. Zmagam się, jak każdy, z wyzwaniami codziennego rodzicielstwa. Moja historia opowiada o tym, jak udało mi się zbudować więź z moim synem, gdy dołączył do mnie w mojej największej dotychczasowej przygodzie. Opowiada o tym, jak nauczyłem się równoważyć ciężar rodzicielstwa z własnymi potrzebami. O tym, jak się nie poddawać.

Miałam ciężką cesarkę, gdy urodzili się moi bliźniacy i emocjonalny powrót do zdrowia, gdy nauczyłam się radzić sobie z faktem, że jedno z moich dzieci, Steven, urodziło się ze specjalnymi potrzebami. Pamiętam, jak trzymałam jego brata i poczułam natychmiastową więź. Kiedy trzymałam Stevena w ramionach, czułam pustkę i strach. Czy był chciany i kochany? Absolutnie i bez wątpienia. Ale czy istniała ta sama natychmiastowa matczyna więź? Prawda była taka, że nie. Wyglądało na to, że każda osoba, która go trzymała, była lepsza w opiece nade mną i to było tak rozdzierające serce. Nikomu nie powiedziałam o swoich uczuciach. Jak mogłam? Wszyscy na OIOM-ie mówili mi, jak mam się nim opiekować. Czułam się taka nieadekwatna. Czułam się złamana wewnętrznie, byłam jego matką i nie miałam pojęcia, jak go trzymać.

Matka trzymająca swojego nowonarodzonego synka.

Pamiętam, że kiedy miał 2 tygodnie, zdałam sobie sprawę, że jeśli uda mi się zdobyć jedną z tych "dziecięcych chust", może wtedy będę mogła trzymać mojego syna. Coś kliknęło. Od tamtej pory nie przestałam go trzymać. Trzymałam to dziecko mocno przy sobie przez prawie 5 lat. Trzymałam go przez kolejną ciążę. Trzymałam go przez operacje i dziesiątki wizyt u lekarzy. Trzymałam go przez pustynie i szczyty gór. Nie wiedziałam, jak poradzić sobie ze wszystkimi skomplikowanymi kwestiami związanymi z jego stanem, ale wiedziałam, że muszę go po prostu trzymać. To było to, co czułam; i rzeczywiście, zaczęły zachodzić niesamowite zmiany: po miesiącach trzymania mojego synka, w końcu tworzyła się prawdziwa, głęboka więź.

Stan Stevena stanowi wyjątkowe wyzwanie. Chociaż staram się nie skupiać na tym, co by było gdyby, opieka nad niesamodzielnym dzieckiem jest uciążliwa. Ciężar jest duży. Nachylenie emocjonalne jest trudne. Mamy ze specjalnymi potrzebami nie są super-mamami. Są takie jak ty.

Z czasem nagromadzony stres zaczął mi doskwierać; nabawiłam się łagodnych stanów lękowych. Potęgował go fakt, że znalezienie przyjaciół, którzy rozumieją wyjątkowe potrzeby dziecka, nie jest łatwe; czasami czułam się samotna. Zajęło mi to dużo czasu, ale w końcu zaakceptowałam, że potrzebuję przygody, nawet jeśli oznaczało to bycie samotną mamą. Przełamałam strach, który powstrzymywał mnie przed samodzielną przygodą i zabrałam bliźniaki do Parku Narodowego Joshua Tree, gdy miały 18 miesięcy. Mój niepokój natychmiast zniknął, a drzwi do świata stanęły otworem.

Matka z trójką dzieci nad jeziorem.

Ten nowy pęd nie zatrzymał się na Joshua Tree. Nadal szukałam utwardzonych ścieżek przyrodniczych, aby móc umieścić Stevena w wózku, gdybym była zmęczona noszeniem go. Po narodzinach naszego trzeciego dziecka poczułam, że jestem gotowa na większe wędrówki. Przeszliśmy morderczy szlak w Parku Narodowym Zion, podczas gdy ja nosiłam Stevena i 2-miesięczne dziecko w tandemie. Niekoniecznie ukończyliśmy te duże szlaki, ale byliśmy na nich i to wystarczyło.

Z tą nowo odnalezioną pewnością siebie, zacząłem czuć szturchnięcie, szlak Pacific Crest Trail siedział z tyłu mojego umysłu jak zakurzona książka w rogu mojej nocnej szafki. Wygląda na to, że niektóre marzenia nigdy nie umierają. Nie mogłem pomóc, ale musiałem stawić czoła faktom związanym ze stanem Stevena. Wiem, że teraz jest dobrze. Ale wiem też, że w rzeczywistości czekają nas mroczne dni. Cholera, zamierzam teraz żyć. To jest to. Teraz jest ten czas. Zanim się zorientowałam, zaczęłam mówić mojemu mężowi: "Chcę w tym roku sama przejść ze Stevenem szlak Pacific Crest Trail, sekcja C... Pewnego dnia jego bracia będą go przemierzać i... nie wiem, czy będzie w stanie... więc jeśli zabiorę go teraz...". Mój mąż przerwał mi: "Więc zróbmy to. Zaplanuj wędrówki, odbiorę cię tam, gdzie szlak przecina drogę". Mój mąż jest spoiwem, które trzyma tę rodzinę razem.

Matka niosąca jedno z dzieci na plecach, a drugie z przodu.

Ukończyłem prawie 40 ze 132 mil, które planuję pokonać. Czasami jest ciężko. Wędruję sam i często dźwigam 50 kg bez stelaża. Ale jednocześnie jest to spokojne i piękne. Nie mogę się doczekać każdego weekendu. Wędrówki ze Stevenem pomagają mi się skupić i lepiej radzić sobie w trudnych sytuacjach w domu. Odnajduję też w sobie niesamowitą siłę, gdy sprawy na szlaku stają się wyzwaniem. Umiejętność rozwiązywania napotykanych problemów zwiększyła moją pewność siebie.

Nauczyłem się, że czasami rzeczy są trudne i nie można ich zmienić. Czasami rzeczy nie są w porządku i to jest w porządku. Czasami osiągnięcie czegoś zajmuje o wiele więcej czasu niż powinno, ale wciąż jest to osiągnięcie. A czasami, gdy sprawy są w najciemniejszym momencie i czujesz, że nie masz już siły zrobić kolejnego kroku, znajdujesz w sobie siłę.

Jestem lepszym turystą niż wcześniej. Jestem lepszym człowiekiem niż wcześniej. Codziennie rozwijam się jako rodzic, a kiedy sprawy stają się trudne... nie poddaję się. Nauczyłem się, że nie można się poddawać.

Matka przytulająca swojego malucha, stojąc w lesie.

Mam nadzieję, że matki staną się orędowniczkami większej dostępności do aktywności na świeżym powietrzu. Zabierzmy głos w sprawie zwiększenia dostępu dla osób ze specjalnymi potrzebami. Współpracujmy i pracujmy jako wolontariusze z tymi, którzy zarządzają naszymi lokalnymi lasami, terenami BLM, parkami stanowymi, parkami regionalnymi i parkami narodowymi. Niech wiedzą, że ważne jest, aby matki czuły się komfortowo, zabierając siebie i swoje dzieci na łono natury.

Publikujmy nasze historie sukcesu w łączeniu naszych rodzin z naturą. Wszyscy jesteśmy częścią większego ruchu, który ma zdrowy fizyczny i emocjonalny wpływ na rodziny na całym świecie.

Wyjdźmy na zewnątrz i kontynuujmy nasze przygody z dziećmi, niezależnie od ich wyjątkowych, specjalnych i dynamicznych potrzeb, i wspierajmy się nawzajem po drodze.


Aby dowiedzieć się więcej o inicjatywie Adventure Moms, odwiedź stronę www.theadventuremamas.com

Można ich również śledzić na Facebooku: www.facebook.com/AdventureMamas/ i Instagramie: www.instagram.com/adventuremamas/

Powrót do bloga

Zostaw komentarz

Należy pamiętać, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.